Weszliśmy do chaty. Był to pojedynczy pokój, około 3,6 na 4,2 metra, z glinianą podłogą i ścianami z nieociosanych desek. Na jednej ze ścian palił się kominek, zgaszony w wieczornej ciszy. Trzy nieociosane słomiane materace służyły za łóżka. Delilah dzieliła chatę z dwiema innymi kobietami pracującymi w pralni. Stał tam prymitywny stół, dwa stołki, kilka garnków i patelni oraz trochę ubrań wiszących na wieszakach na ścianie. Mieszkały tu trzy osoby. Kontrast między tą chatą a moim pokojem w dworku, z łóżkiem z baldachimem, importowanymi meblami, wystawnymi dywanami i ścianami obitymi książkami, był uderzający. Delilah stała niepewnie pośrodku pokoju. „Czy coś się stało, panie Thomas?” Od czego zacząć? Jak powiedzieć komuś, że ojciec planuje wykorzystać go jako materiał rozrodczy? „Delilah, ja… muszę ci coś powiedzieć. Mój ojciec coś planuje w związku z tobą”. Jej wyraz twarzy stał się starannie neutralny, taki, jaki niewolnicy przybierają wobec białych mężczyzn, którzy mogą stanowić zagrożenie. „Tak, proszę pana”.
Opowiedziałem jej wszystko: o mojej bezpłodności, desperackiej potrzebie posiadania spadkobierców przez mojego ojca, jego planie, by skojarzyć mnie z niewolnicą z innej plantacji, o prawnych machinacjach, które miały uczynić jego dzieci moimi adoptowanymi spadkobiercami. Kiedy mówiłem, widziałem na jej twarzy szok, przerażenie, a potem coś w rodzaju znużonej rezygnacji. Kiedy skończyłem, milczała przez długi czas. W końcu powiedziała: „Więc sędzia zamierza wykorzystać mnie jako klacz hodowlaną”. „Tak. I chciałam, żebyś wiedział. Chciałam cię ostrzec, żebyś mógł… Nie wiem, przygotować się. Oprzeć się, jeśli to możliwe, choć wiem, że w twojej sytuacji jest to prawie niemożliwe”. „Dlaczego?” Spojrzała mi teraz prosto w oczy, a jej strach na chwilę ustąpił miejsca ciekawości. „Dlaczego mi to mówisz, panie Thomas? Dlaczego obchodzi cię, co się ze mną stanie?” To było uzasadnione pytanie. Dlaczego mnie to obchodziło? Całe życie korzystałem z niewolnictwa, nigdy go nie kwestionując. Nosiłem ubrania uszyte przez niewolników, jadłem jedzenie przygotowane przez niewolników, żyłem w luksusie zbudowanym na niewolniczej pracy. Co odróżniało tę sytuację? „Bo to, co planuje mój ojciec, jest złe. Nie tylko moralnie złe w abstrakcyjnym sensie, ale konkretnie złe w sposób, którego nie mogę już ignorować”. „Uważasz, że niewolnictwo jest złe?” W jego głosie słychać było sceptycyzm. „Myślę” – szukałem odpowiednich słów – „myślę, że ostatnio za dużo czytam. Książki, które sprawiają, że kwestionuję rzeczy, które zawsze akceptowałem. A kiedy mój ojciec przedstawił swój plan, kiedy mówił o was jak o bydle, które ma być hodowane dla jego potrzeb, coś we mnie nie mogło tego zaakceptować”. „Ale nadal posiadasz niewolników. Twój ojciec nadal posiada mnie”. „Tak, i nie mam odpowiedzi na tę sprzeczność”. Jestem współwinny systemu, który zaczynam uważać za diaboliczny. Ale nie mogłem pozwolić, aby plan mojego ojca się powiódł, nie ostrzegając cię przynajmniej.
Delilah usiadła na stołku, a jej twarz nagle pociemniała ze zmęczenia. „Panie Thomasie, doceniam ostrzeżenie, naprawdę. Ale co mam zrobić z tą informacją? Nie mogę odmówić. Jeśli sędzia nakaże mi krycie, zrobię to. Jeśli się oprę, zostanę wychłostana, dopóki nie podporządkuję się, albo sprzedana komuś gorszemu, albo zabita. Nie ma wyjścia”. „Może i tak”. Słowa wyszły mi z ust, zanim zdążyłam je rozważyć. Podniosła wzrok. „Co?” „Może jest jakieś wyjście. Myślałam o tym cały dzień. Gdybym uciekła…” „Dokąd? To Missisipi. Wszędzie są patrole niewolników. Nie mam dokumentów, pieniędzy, nie znam północnych szlaków. A jestem czarnoskórą kobietą o wzroście 180 cm; z pewnością nie wtapiam się w tłum”. Zostałbym złapany w jeden dzień i sprzedany dalej na południe, prawdopodobnie na plantację trzciny cukrowej w Luizjanie, gdzie w ciągu kilku lat zostałbym zaharowany na śmierć. „A co, gdybym miał dokumenty? A co, gdybym miał pieniądze? A co, gdybym miał kogoś, z kim mógłbym podróżować i kto mógłby uchylić się od śledztwa?” Wpatrywał się we mnie. „Panie Thomas, co pan proponuje?” „Proponuję” – wziąłem głęboki oddech – „proponuję, żebyśmy pojechali razem. Pojedziemy na północ. Mam pieniądze; matka zostawiła mi fundusz powierniczy, do którego mam dostęp. Nie fortunę, ale wystarczająco, żeby gdzieś dotrzeć. Mogę podrabiać przepustki pismem mojego ojca. Zdobędziemy wóz i trochę zapasów i ruszymy”. „Nie mówi pan poważnie”. „Mówię śmiertelnie poważnie”. „Panie Thomas, gdybyśmy zostali złapani, wie pan, co by się stało? Trafiłby pan do więzienia za rabowanie niewolników. Zostałbym zabity”. W Missisipi nie tylko chłostają zbiegłych niewolników; robią z nich przykład. Publiczne powieszenia, czasem nawet gorsze. „Wiem”. „A co, jeśli nam się uda? A co, jeśli jakoś dotrzemy na Północ? Wyrzucisz wszystko:
O resto si pe aver rig