Spała na miejscu 8A — kiedy kapitan zapytał, czy na pokładzie są piloci myśliwców.

— Kontaktowaliście się z kontrolą ruchu lotniczego? — zapytała.

— Tak — odpowiedział kapitan. — Ale oni nie widzą go na radarze. Uważają, że to nasz system szwankuje.

Mara uważnie przyjrzała się ekranowi.

Pozycja samolotu była agresywna — dokładnie taka, jaką stosowano podczas wojskowych przechwyceń.

— Potrzebujemy potwierdzenia wzrokowego — powiedziała. — Włączcie kamery zewnętrzne.

Kilka chwil później pojawił się obraz.

W ciemności atlantyckiego nieba, blisko ich skrzydła, sunął smukły samolot.

— To nie jest samolot pasażerski — powiedziała Mara cicho.

— I na pewno nie jest przyjazny.

Nagle radio zatrzeszczało.

— Lot 417, jesteście poza wyznaczoną trasą — odezwał się zimny głos. — Skorygujcie kurs zgodnie z przekazanymi współrzędnymi.

Mara chwyciła mikrofon.

— To cywilny samolot na regularnej trasie. Natychmiast się zidentyfikujcie.

Odpowiedź przyszła bez wahania.

— Wykonajcie polecenie… albo poniesiecie konsekwencje.

Wrogi samolot nagle zbliżył się jeszcze bardziej, zmuszając maszynę pasażerską do gwałtownego wstrząsu.
W kabinie rozprzestrzeniła się panika.

— Próbują nas zastraszyć — powiedziała Mara.

Drugi pilot wyglądał na przerażonego.

— Nie możemy im uciec. Nie jesteśmy uzbrojeni.

Umysł Mary pracował na najwyższych obrotach.

— Więc nie uciekamy — powiedziała stanowczo.

— Masz pełne sterowanie ręczne? — zapytała kapitana.

— Tak, ale nigdy nie mierzyłem się z czymś takim.

— Ja tak.

Usiadła na miejscu drugiego pilota.

Tajemniczy samolot nadal wykonywał agresywne przeloty.

— Testują nasze reakcje — wyjaśniła Mara.

— Za każdym razem, gdy wpadamy w panikę, oni przejmują kontrolę.

W radiu ponownie rozległ się groźny głos.

— Macie minutę, żeby wykonać polecenie.

Mara go zignorowała.

Zamiast tego uważnie obserwowała radar.

— Zaraz znów nas wyprzedzą — powiedziała.

— Kiedy to zrobią, niespodziewanie zmienię wysokość i prędkość.

Kapitan wyglądał na przerażonego.

— Ten samolot przewozi 300 pasażerów. Nie możemy wykonywać manewrów myśliwca.

— Nie będziemy — odpowiedziała Mara spokojnie.

— Po prostu polecimy mądrzej.
Wrogi samolot ponownie się zbliżył.

— Teraz! — krzyknęła Mara.

Pchnęła stery do przodu, gwałtownie obniżając lot samolotu.

Nagłe opadanie sprawiło, że przedmioty poleciały po kabinie.

Maszyna przeciwnika całkowicie ich wyprzedziła.

Natychmiast przywróciła samolot na wysokość i zmieniła kurs.

— Zyskaliśmy trochę czasu — powiedziała.

— Ale oni wrócą.

— Musimy stać się widoczni — dodała.

Włączyła wszystkie transpondery i systemy sygnalizacyjne na pokładzie.

— To zaalarmuje kontrolę lotów — powiedział kapitan.

— Dokładnie.

Nagle interkom w kokpicie zabrzęczał.

— Tu Julia z kabiny — powiedziała stewardesa naglącym głosem.

— Dwóch pasażerów w klasie biznes zachowuje się podejrzanie.

Żołądek Mary ścisnął się boleśnie.

To nie był tylko atak z zewnątrz.

Ktoś na pokładzie był w to zamieszany.

— Nie pozwólcie im dostać się do żadnego schowka — rozkazała Mara.

— Niech pozostaną na miejscach.

Kapitan był wstrząśnięty.

— To wszystko było zaplanowane.

W kabinie pasażerskiej wybuchł chaos, gdy jeden z podejrzanych mężczyzn wstał i pokazał broń.

— Zachowajcie spokój — oznajmił.

— Ten samolot zmienia kurs.

Ale z miejsca 24D nagle podniósł się wysoki biznesmen.

— Nie sądzę — powiedział.

Natychmiast chwycił mężczyznę, a broń ześlizgnęła się po podłodze.

Inny pasażer — emerytowany policjant — obezwładnił drugiego podejrzanego.
W ciągu kilku chwil zwykli pasażerowie unieszkodliwili zagrożenie.

W kokpicie Mara poczuła falę dumy.

Czasami odwaga pojawia się tam, gdzie najmniej się jej spodziewamy.

Radio znów zatrzeszczało.

— Kapitan Dalton… Wiem, że jesteś na pokładzie.

Mara znieruchomiała.

Rozpoznała ten głos.

— Victor Klov — wyszeptała.

Dawny wrogi pilot.

To nie był przypadek.

To było osobiste.

O resto si pe aver rig

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *