Siedziałam obok niej i patrzyłam na Marka, który zasnął na kanapie z wycieńczenia. Byliśmy głodni, zmęczeni i przerażeni tym, co przyniesie kolejny miesiąc, ale po raz pierwszy od roku czułam, że mogę oddychać.
Zerwaliśmy z Haliną wszelki kontakt. Zablokowaliśmy ją wszędzie. Kiedy próbuje dzwonić z innych numerów, nie odbieramy. Nie chcemy słuchać jej przeprosin, które i tak byłyby tylko kolejną manipulacją. Nie chcemy wiedzieć, że „tęskni za wnuczką”. Tęsknota nie usprawiedliwia niszczenia psychiki dziecka.
Czasami budzę się w nocy i zastanawiam się, czy nie zwariowaliśmy. Czy to nie było zbyt radykalne? Czy nie powinniśmy spróbować „wybaczyć dla dobra rodziny”?
Potem patrzę na Zosię, która śpi spokojnie, nie drżąc już przy każdym głośniejszym dźwięku, i wiem, że to była jedyna słuszna decyzja. Wolę biedę i ciasną kawalerkę niż luksusy w domu, który jest więzieniem.
Wciąż nie wiem, jak przetrwamy zimę i czy starczy nam na nowe buty dla córki, ale jedno jest pewne – w tym domu nikt już nigdy nie powie Zosi, że jest gorsza od innych.
Czy uważacie, że całkowite odcięcie się od rodziców w takiej sytuacji to jedyne wyjście, czy może jednak warto próbować naprawiać relacje dla dobra dziecka?
O resto si pe aver rig